Bornholm, duńska wyspa położona na środku Bałtyku, przez lata był dla wielu mieszkańców Europy Wschodniej symbolem wolności. W czasach PRL, szczególnie w latach 70. i 80., wyspa znajdowała się stosunkowo blisko polskiego wybrzeża - z portów takich jak Kołobrzeg czy Darłowo było do niej około 100 kilometrów. Dla osób próbujących uciec z komunistycznej Polski była to jedna z najbliższych dróg na Zachód. Wiele osób decydowało się na ryzykowną podróż przez Bałtyk niewielkimi łodziami, kutrami rybackimi, a czasem nawet prowizorycznymi jednostkami.
Szczególnie dramatyczne były ucieczki w okresie stanu wojennego w latach 80. Niektórzy Polacy próbowali przedostać się na Bornholm pod osłoną nocy, licząc na to, że uda się uniknąć patroli. Rejs przez Bałtyk był jednak bardzo niebezpieczny - pogoda potrafiła zmienić się w ciągu kilku godzin, a niewielkie jednostki nie były przystosowane do długiej żeglugi na otwartym morzu. Mimo to wielu osobom udało się dotrzeć do portu w Rønne, gdzie mogli poprosić o azyl polityczny.
Historie tych ucieczek do dziś są częścią lokalnej historii Bornholmu. Na wyspie powstała nawet wystawa poświęcona osobom, które próbowały w ten sposób dostać się na Zachód. Przypomina ona czasy, gdy spokojna dziś wyspa była dla wielu ludzi pierwszym miejscem wolności po drugiej stronie „żelaznej kurtyny”. Dla mieszkańców Bornholmu i Polski to także ważny fragment wspólnej historii regionu Morza Bałtyckiego.
Komentarze (0)
Dodaj komentarz