Spacerując zimą po nabrzeżach Sztokholm, można czasem zobaczyć coś, czego zwykle nie widać na żadnej mapie turystycznej - fragmenty drewnianych konstrukcji wystające z wody. To nie scenografia do filmu historycznego, ale prawdziwe wraki statków, które od wieków spoczywają na dnie Bałtyku. Gdy poziom morza wyjątkowo się obniża, odsłaniają się części kadłubów, belek i dawnych umocnień portowych. Takie sytuacje zdarzają się co kilka lat, głównie zimą, gdy silne wiatry i zmiany ciśnienia „wypychają” wodę z regionu. Wtedy historia dosłownie wynurza się na powierzchnię.
Do jednego z takich spektakularnych odsłonięć doszło zimą 2026 roku, gdy poziom wody w rejonie stolicy spadł do wyjątkowo niskiego poziomu. W pobliżu wyspy Kastellholmen, tuż przy centrum miasta, ponownie ukazał się fragment XVII-wiecznego wraku okrętu wojennego. Wystające z wody drewniane elementy kadłuba były widoczne z brzegu i szybko stały się tematem zdjęć w mediach społecznościowych. Archeolodzy podkreślili, że nie jest to nowe odkrycie, lecz dobrze znany wrak, który co pewien czas „wraca”, gdy warunki hydrologiczne są sprzyjające. To wydarzenie tylko potwierdziło, że pod powierzchnią wód wokół Sztokholmu kryje się znacznie więcej, niż mogłoby się wydawać.
Wody wokół miasta należą do najbardziej „zagęszczonych” wrakami obszarów Europy - archeolodzy szacują, że w archipelagu i podejściach do portu mogą znajdować się setki, a nawet ponad tysiąc zatopionych jednostek z różnych epok. To efekt intensywnego handlu, obecności floty wojennej i burzliwej historii regionu od średniowiecza po XIX wiek. Ogromną rolę w ich zachowaniu odgrywa sam Bałtyk: niskie zasolenie i brak organizmów niszczących drewno sprawiają, że kadłuby przetrwały w zaskakująco dobrym stanie. Najbardziej znanym przykładem jest słynny okręt prezentowany dziś w Muzeum Vasa, wydobyty po ponad trzech stuleciach spoczywania na dnie. Jednak poza nim pod wodą wciąż leżą setki mniej znanych jednostek, tworząc jedno z największych „podwodnych muzeów” Europy.
Komentarze (0)
Dodaj komentarz